Przełom roku to czas podsumowań…przynajmniej tak twierdzą…yyy… wszyscy? Ja uważam, że każdy moment jest dobry aby spojrzeć wstecz i tak – docenić samego siebie. Niezależnie jaka jest to perspektywa i czy mówimy o roku, tygodniu czy miesiącu. Po prostu zacznijmy się doceniać!

Back story

Zdecydowana większość dzisiejszego tekstu została napisana trzydziestego pierwszego grudnia w pędzącym pociągu z Kielc do Krakowa, w drodze na jednego z najlepszych sylwestrów jakie pamiętam! Byłam pod wielkim wrażeniem tego postu Joanny Glogazy (z resztą jest ona w  moim absolutnym ‚topie’ blogów). Postanowiłam wziąć się w garść i po raz pierwszy spisać to co udało mi się zrobić w poprzednim roku. Poprzednie podobne, ale jednak jakże inne zestawienie o 2016 roku pojawiło się na moim kanale w lutym ubiegłego roku. Dzisiaj prezentuję Wam nieco zaktualizowaną wersję – wersję wczesnomarcową.

Po co podsumowywać?

Jaki jest sens robienia podsumowań? Uważam, że ludzie zdecydowanie za rzadko doceniają samych siebie. Przynajmniej ja tak mam, każdy swój sukces umniejszam i uznaję, go za absolutną normę. Zdecydowanie za rzadko wspominam piękne momenty i pamiętam tylko, że ostatni tydzień/miesiąc spędziłam siedząc przed komputerem klepiąc tabelki w Excelu. A przecież to wcale nie tak! Robimy o wiele więcej wartościowych, rozwijających nas rzeczy niż nam się wydaje. Wystarczy to tylko zauważyć. Ja na przykład w zeszłym tygodniu dostałam możliwość przeprowadzenia 3 wywiadów i napisania z tego artykułów. To znacznie zmienia optykę patrzenia na poprzedni tydzień, nieprawdaż? Także jeśli macie poczucie, że poprzedni rok/miesiąc/tydzień był nie do końca udany, albo po prostu macie poczucie, że „przeleciał niewiadomo gdzie” koniecznie spróbujcie zrobić właśnie takie podsumowania jak ja poniżej. Możecie dodawać i odejmować kategorie, bawić się tym na całego, personalizować. Ja w celu uporządkowania swojego życia postanowiłam robić takie podsumowanie co miesiąc. Plan ambitny, zobaczymy jak z wykonaniem. Na pewno moją systematykę w robieniu podsumowań jakoś kiedyś podsumuję 🙂

Jakie momenty ostatnich 14stu miesięcy sprawiły mi największą frajdę?

 

  • przebiegnięcie 5 km biegu SGH z niezłym czasem
  • dwukrotny powrót do Brukseli i zdanie sobie sprawy, że to jedno z moich ulubionych miejsc na świecie
  • odwiedzenie wystawy o fińskim designie w muzeum Polin z moim przyjacielem
  • wjazd kolejką na górę w Funchal na Maderze i piesze zejście z góry (więcej tutaj)
  • jedzenie sushi na tarasie widokowym w Lizbonie (więcej tutaj)
  • piękny zachód słońca nad Oceanem widziany z samolotu na trasie Manchester – Madeira (więcej tutaj)
  • lunche i herbatki na Mokotowie w przerwie między zajęciami (nie wiem ile ich było, ale wszystkie ciepło wspominam)
  • odkrywanie nowych zakątków Warszawy ( i odwiedzanie warszawskich muzeów)
  • nielimitowane oglądanie przez dwa dni Paryża z trzydziestego piętra (więcej tutaj)
  • dzień w wytwórni firmowej Cinecitta w Rzymie  (więcej tutaj)
  • zabranie rodziców na wycieczkę po zakątkach Warszawy
  • cała wyprawa do Sarajeva (nic mnie tyle w tym roku nie nauczyło o sobie samej i o świecie co ten wyjazd)
  • letnie wakacje z rodziną w Słowenii i Chorwacji (całe, bo tak rzadko się widujemy, że nie ma co rozdrabniać na chwile)
  • wegański ramen na Saskej Kępie
  • chodzenie po niemal wymarłym sierpniowym Turynie
  • jedzenie makaronu i tiramisu podczas mojej dwudniowej samotnej włoskiej wycieczki – gdzieś w okolicach Werony nad jeziorem Garda
  • letnie spacery po Tuluzie i pierwsze odkrywanie miasta w 36 stopniach
  • kompanie się w Morzu Śródziemnym w październiku
  • odkrycie ulubionej kawiarni w Tuluzie i wszystkie rowerowe przejażdżki po mieście
  • oglądanie Oceanu Atlantyckiego z wybrzeża Kraju Basków (więcej tutaj)
  • wszystkie 25 lotów samolotem w tym roku i jeden specjalny Cesną – podczas którego na chwilę złapałam za stery!
  • szaleńczy bieg na lotnisko, w celu złapania lotu na Maltę
  • zachód słońca przy zburzonym Azure Window 
  • przejazd przed zimowe Pireneje aby dostać się do Andory
  • powrót na święta do domu i spotkanie z przyjaciółmi
  • oglądanie wszystkich hiszpańskich seriali
  • absolutnie dziwaczny, ale jednocześnie najlepszy jaki pamiętam Sylwester i Nowy Rok
  • całodzienny spacer po Krakowie z ponownym zwiedzaniem całego Wawelu i cudownymi spotkaniami ze znajomymi
  • oglądanie Igrzysk Olimpijskich i emocjonowanie się każdym konkursem skoków narciarskich
  • oglądanie Netflixa z moimi rodzicami, wspólne gotowanie i spędzanie czasu w domu

Z czego jestem dumna?

  • zdanie z niezłymi wynikami wszystkich egzaminów na studiach
  • napisanie na maxa egzaminu TOIEC
  • przeprowadzenie wielu dobrych prezentacji na studiach
  • po raz pierwszy w życiu branie udziału w rekrutacji do pracy i przejście pomyślnie dwu z nich!
  • ukończenie dwóch kursów na trenera NFE (non-formal education) i przeprowadzenie potem wielu warsztatów i szkoleń z najróżniejszej tematyki
  • organizacja eventu szkoleniowego dla 50 osób (z moim najlepszym teamem)
  • samodzielne spędzenie dwóch dni we Włoszech
  • przeprowadzka do Tuluzy i szybka adaptacja w mieście
  • zaplanowanie całego ‚roadtripu’ po Kraju Basków
  • obcięcie włosów do długości z przed dwóch lat – trochę niespodziewanie, ale nie mam wyrzutów sumienia, że zostawiłam na razie swoje długie włosy i chyba właśnie przez brak tych wyrzutów sumienia jestem dumna
  • nauczenie się obsługi na poziomie zadowalającym Photoshopa i Illustratora!
  • przeżycie kilku niełatwych dni w szpitalu – jestem duma, że dałam radę mimo, że nie zawsze było łatwo.

Czego chcę robić więcej?

  • nauka francuskiego we Francji (w Polsce szło mi bardzo dobrze – co mogłabym umieścić spokojnie w sekcji dumy, ale we Francji zupełnie zaniedbałam moją naukę).
  • pisanie tekstów na bloga i rozwój zdolności pisarskich/copywritingu w pracy
  • napisanie prac na studia i ich obrona (jedna już za mną)
  • spędzanie większej ilości czasu z przyjaciółmi (mniej sama z pizzą i serialem)


Czego mam dosyć?

Mimo startu w biegu ulicznym i kupieniu maty do yogi oraz porządnych butów do biegania zdecydowanie zaniedbuję swoją kondycję fizyczną. Nigdy nie byłam w tym mistrzem, ale ostatnio już totalnie przesadzam…

Jakich nowych rzeczy chcę spróbować?

  • przebiec 10 kilometrów w maju, później półmaraton
  • zacząć naukę hiszpańskiego
  • przeczytać książkę po francusku
  • zacząć słuchać podcastów
  • pojechać na skandynawski trip (Dania, Szwecja, Norwegia)
  • pojechać na wyprawę poza Europę (prawdopodobnie Kanada;))
  • zacząć prowadzić regularnego bloga
  • nie kupować nowych ubrań (oprócz tych absolutnie niezbędnych, jak czarne spodnie do pracy bez dziur na kolanach)
  • zacząć kontrolować swój budżet i odłożyć na podróże

Uff, sporządzenie takiego zestawienia jest niełatwe, ale absolutnie satysfakcjonujące. Pozwala nam trochę jak w analizach rodem z zarządzania zobaczyć jakie są nasze mocne i słabe strony, nad czym chcemy popracować, a co wychodzi nam całkiem nieźle. Bardzo pozdrawiam, bardzo polecam! Jeśli macie jakieś inne sposoby na podsumowywanie swoich codzienny aktywności – dajcie znać! Na pewno chętnie się nimi zainspiruję !

Zajrzyj na