Pamiętacie film Gonciarza – „ Krok Pierwszy”?

No właśnie, ja jestem taką osoba która zdecydowanie poddaje się jeśli wie, że są osoby lepsze od niej. Tak było między innymi z nauką gry na gitarze, kiedy wszystkim w grupie szło dużo lepiej niż mi…. Chyba dlatego nigdy do tej pory nie założyłam publicznego bloga. Wiedziałam, że jest w blogosferze dużo blogów o podróżach, nomadzkim lifestyle’u, mieszkaniu za granicą i wszystkich pozostałych dylematach milenialsów z dużych miast.

Z jednej strony, pierwszy krok jest zawsze ekscytujący! To nowy początek, nowa karta. Wtedy mam jeszcze pełną wiarę w swoje możliwości. Ale chwilę potem widzę te wszystkie blogi i wiem że nie dam rady się przebić. Mój słomiany zapał na pewno mnie pokona. Ja jestem osobą, która jeśli się nie przebije, nie gra. Tak mam. Jestem perfekcjonistką z chorymi ambicjami. Trudno.

W tym momencie mam za sobą siedmioletnie doświadczenie w prowadzeniu kanału na YT. Tak siedmioletnie, nieregularne, istnienie w social mediach. Jestem świadoma swoich wad i zalet, tego jak ciężko jest prowadzić regularne kanały social media. Ale mimo wszystko się tego podejmuję.  Zaryzykuję!

Anna, come home!

Anna, come home! To projekt który dojrzewał we mnie właśnie te siedem lat. Mam 24 lata, zaczynam coraz lepiej poznawać siebie i kontrolować swoje życie. Czuję się teraz trochę tak, jak Carrie z Seksu w Wielkim Mieście, siedząc w swoim wynajmowanym mieszkaniu z pięknym widokiem, jedząc odgrzewane kotlety sojowe i pisząc o życiu młodych ludzi z dużych miast. O sobie.

Inspiracja

Kocham podróże, o tym jak to się u mnie zaczęło i na czym polega na pewno opowiem wkrótce. Jakieś półtora roku temu zaczęłam obserwować blogi podróżnicze. Wyszło to poniekąd naturalnie. Szukając informacji o miejscach do których się wybieram zawsze wpisuję w wyszukiwarkę „XX blog”. Blogi to najwspanialsze źródło informacji, pisane szczerze, z doświadczenia, z pasji. Szukałam nazwy dla swojego małego miejsca w sieci –  wiedziałam, że to musi być coś nowego – nazwa pod którą jeszcze nie tworzyłam. Nowy start. Przekopałam pół polskiego internetu. Byłam na większości mniej lub bardziej popularnych blogów lub instagramów podróżniczych, aby z nich wszystkich zaczerpnąć inspiracje i z ich esencji stworzyć własne, najbardziej komfortowe dla mnie miejsce.

Przekora

Wszystkie wspomniane wyżej blogi, albo chociaż ich lwia część, nazwą nawiązują do -niespodzianka – podróży! Ktoś jest w podróży, w drodze, dookoła świata, albo mieści się w bagażu podręcznym. Ja uznałam, że wykorzystam motyw przekory, tak obecny w moim życiu. Połączyłam to zgrabnie z wołaniem mojej całej rodziny, a szczególnie dziadków, którzy zawsze pytają „Ania, kiedy wrócisz do Kielc?”, ewentualnie na pożegnanie rzucą „Ania, wracaj szybko do domu!”. I tak to powstało. Właściwie wpadłam na ten pomysł pod prysznicem. Szybko, jak to ja, połączyłam fakty i nagle wyszło, że jest to absolutnie najidealniejsza nazwa na świecie.

Czym jest ten dom?

Nie chodzi tu tylko o podróże i wracanie do rodzinnego domu z długiej podróży z plecakiem brudnych ciuchów. Dom jest też moim domem wewnętrznym. Takim miejscem, a raczej stanem w moim życiu gdzie czuje się ze sobą najlepiej. Co do niego prowadzi? Przemyślenia, jazdy rowerem przez miasto pełne ludzi, czytanie książek, oglądanie seriali, patrzenie na odlatujące samoloty z okna biura. To wszystko będzie tu na tym blogu. Będę tu po prostu ja.

 

Oraz inne dylematy millenialsów na emigracji. 

Zajrzyj na