Już jakiś czas temu zorientowałam się, że żyję raczej w trybie kalendarza szkolno-akademickiego niż od stycznia do grudnia. Całe moje życie do tej pory wyznaczał początek i koniec roku szkolnego. Nie dziwi więc, że to wrzesień był dla mnie naturalnym momentem podsumowań i wkraczania na nowe, nieznane terytoria. W 2018 roku skończyłam studia i to spowodowało totalną i absolutną zmianę optyki.

2018 podsumowanie

Jak pisałam już przy podsumowaniu 2017 roku, zwykle zwracam uwagę na to co się nie udało, jak nie spełniłam swoich własnych oczekiwań. W moim przypadku podsumowanie roku jest absolutnie konieczne, aby wyłuskać tę całkiem dużą grupę pozytywów i zapamiętać na przyszłość głownie ją. No może także kilka dodatkowych życiowych lekcji płynących z tych mniej radosnych okresów. Jak określiłabym jednym zdaniem 2018? Wchodzenie pełną parą w dorosłość aka kryzys ćwierćwiecza?

Jakie miałam założenia na 2018 (i czy mi się udało)?

  • nauka francuskiego we Francji z tym poszło mi bardzo sprawnie, zalazłam cudowną szkołę do której jechałam na rowerze pedałując z całych sił i pod koniec sierpnia czułam się we francuskim pewna jak nigdy.
  • pisanie tekstów na bloga i rozwój zdolności pisarskich/copywritingu w pracy zaczęłam pisać teksty na bloga i z każdego jednego jestem dumna! Jeśli chodzi o pisanie w pracy to bywało różnie, ale kilka moim artykułów pojawiło się na głównej stronie internetowej więc zaliczam!
  • napisanie prac na studia i ich obrona w 2018 napisałam moje obie małe prace magisterskie, zrobiłam piękną prezentację, odpowiedziałam na milion pytań i wyszłam z tytułem magistra!
  • spędzanie większej ilości czasu z przyjaciółmi postanowienie tak relatywne, że ciężko stwierdzić czy się udało. Wiem na pewno, że spędziłam z moimi przyjaciółmi w tym roku niesamowite chwile i to się liczy!
anna come home
14 lipca w Tuluzie kiedy nie udało nam się dotrzeć na defiladę, ale oglądaliśmy przez pół dnia pierwsze tańce na YouTube
  • przebiec 10 kilometrów w maju, później półmaraton szło bardzo dobrze, aż zdechło. Nabawiłam się koszmarnych kontuzji (i to wcale nie przy bieganiu) które przekreśliły moją aktywność fizyczną na resztę roku.
  • zacząć naukę hiszpańskiego zaczęłam na duolingo! obejrzałam też nieznośnie ogromną liczbę seriali po hiszpańsku i dumnie umiałam się dogadać kiedy żaden inny język nie wchodził w grę.
  • przeczytać książkę po francusku po raz kolejny żadnej nie skończyłam, ale bardzo dobrze czytało mi się „ W 80 dni dookoła świata”.
  • zacząć słuchać podcastów zdecydowanie zrealizowane!
  • pojechać na skandynawski trip chyba najszczęśliwszy wyjazd tego roku!
anna come home
Archipelag Goteborski to dla mnie esencja szwedzkiej sielanki.
  • pojechać na wyprawę poza Europę udało się dwa razy odwiedzić Afrykę, totalnie się tego nie spodziewałam!
  • niekupowanie nowych ubrań poszło mi całkiem nieźle, oprócz niezbędnych na podróże przybyły mi 4 sukienki, dwie pary spodni i trzy bluzki.
widok z mojego balkonu w Tuluzie

Jakie momenty tego roku sprawiły mi największą frajdę?

  • absolutnie dziwaczny, ale jednocześnie najlepszy jaki pamiętam Sylwester i Nowy Rok (to już chyba tradycja bo ten tegoroczny okres noworoczny też był cudowny!)
  • całodzienny spacer po Krakowie z ponownym zwiedzaniem całego Wawelu i cudownymi spotkaniami ze znajomymi
  • oglądanie Igrzysk Olimpijskich i emocjonowanie się każdym konkursem skoków narciarskich
  • oglądanie Netflix z moimi rodzicami, wspólne gotowanie i spędzanie czasu w domu
  • śnieg w Tuluzie, wyobrażacie sobie bambusy i oliwki całe w śniegu?
po lewej: szok spowodowany obserwacją potężnej hodowli bambusów podczas marcowego śniegu
po prawej: tutaj akurat wczesna, marcowa wiosna tuluzka wytropiona podczas Wielkanocy
  • gotowanie obiadków i kolacji z moją przyjaciółką w marcowe dni i wieczory.
  • cudowny nie-turystyczny weekend w Paryżu <3
  • dostrzeganie piękna wiosny w całej Europie
  • ponad tydzień w najcudowniejszej Skandynawii. Serio, biorąc pod uwagę wszystkie moje spektakularne wyjazdy w tym roku przejazd przez Danię, Szwecję i Norwegię w maju wspominam jak niekończące się szczęście. Miałam okazję pobyć z moimi przyjaciółmi, zobaczyć nowe miejsca, zasmakować, posłuchać języków, ponapawać się wiosną i… nauczyć się chodzić o kulach.
  • oglądanie Eurowizji w Oslo i emeryckie spacery
  • weekendowe śniadania na balkonie, w menu koniecznie naleśniki z owocami i norweskim brunost (brązowym serze).
emeryckie spacery po Oslo Torshov
Aleksandra i Anna na tropie atrakcji dla pokrzywdzonych przez los, odcinek: rejs po fiordach Oslo
tak wyglądały nasze przystanki norweskich szlakach pieszych
moment w którym zakochałam się w brązowym serze i gofrach od Haralda
  • wszystkie zachody słońca obserwowane z mojego tuluzkiego balkonu.
  • lekcje francuskiego w absolutnie cuuudownej szkole!
  • kupienie mojego pierwszego dorosłego roweru i śmiganie na nim codziennie absolutnie wszędzie.
  • odwiedziny w magicznej Brukseli i picie różowego piwka słuchając jazzu podczas festiwalu jazzu na Grande Place ( a także odkrywanie najcudowniejszych brukselskich miejscówek).
  • dwa dni na seebloggers w Łodzi i poznanie masy fantastycznych ludzi z blogerskiego światka
  • spontaniczna wycieczka do Cambridge, och jak ja kocham samotne wypady w Wielkiej Brytanii!
  • niesamowicie zachwycający widokowo lot z Londynu do Tuluzy, gdzie było widać idealnie z powietrza Londyn, brytyjskie i francuskie klify, trochę Paryża i wszystko było tak bardzo magiczne!
  • jazda na rowerze po francuskich, nad atlantyckich wsiach (było jak w jakimś filmie!)
  • odwiedziny moich przyjaciół w Tuluzie, wspólne gotowanie, oglądanie youtuba i spacerowanie w nieznośnym upale!
  • letnie dni z rodzicami w moim ukochanym Kraju Basków
  • podziwianie flamingów i różowej wody w rezerwacie Camargue w moje 25 urodziny.
  • towarzyszenie mojej przyjaciółce podczas jej obrony magisterskiej we wrześniu
  • zbieranie świeżych owoców z sadu na Sycylii
po raz pierwszy zostałam chwilowym sadownikiem, zbierałam cytryny, figi, zioła
  • jesienne wycieczki po Kielcach i okolicach
  • dwa, wspaniałe dni na Mauritiusie
  • wspinaczka na najwyższy szczyt Oceanu Indyjskiego
  • sobotni, poranny targ w Saint-Leu na Reunionie
sok z aloesu, agawy i niewiadomoczego na prawdziwie prawdziwym targu reuniońskim
  • szalone przygotowania do afrykańskiej wyprawy
  • zobaczenie stoku narciarskiego w Mall of Emirates
  • wschód słońca na Burj Khalifa
  • zachód słońca w Muskacie w Omanie
  • karmienie żyraf w Giraffe Centre w Nairobi
  • obserwowanie rodzin słoni, żyraf i lwów w kraterze Ngorongoro oraz parku narodowym Tarangire w Tanzanii
  • wędrówka na Irente View Point w Lushoto w Tanzanii i odwiedziny na bio farmie gdzie było mi dane wypić najpyszniejszą Massala Tea ever!
  • nurkowanie ze stadem delfinów na Zanzibarze
  • oglądanie La Casa de papel na omańskim lotnisku
  • cały noworoczny okres: świąteczne spotkania z przyjaciółmi, niesamowite wesele na śląsku, road trip po Polsce.
najcudowniejsze wesele najcudowniejszych ludzi na cudowne zakończenie roku

Z czego jestem dumna?

  • przeżycie kilku niełatwych dni w szpitalu – jestem duma, że dałam radę mimo, że nie zawsze było łatwo.
  • rebranding i wystartowanie z własnym blogiem! ogarnęłam wszystko sama, od postawienia strony, SEO, problemów z serwerem, pełen serwis.
  • udźwignięcie i spędzenie pierwszej Wielkanocy samotnie czytając książkę w parku i szukając pierwszych oznak wiosny.
  • nauka chodzenia o kulach i przeżycie kilku tygodni z ich pomocą, wszystkie zakupy, zagryzione zęby i tramwaje do pracy.
  • przetrwanie w mojej francuskiej pracy (patrz kolumna niżej)
  • napisanie pracy/raportu magisterskiego i baaardzo długa obrona zakończona sukcesem!
  • zorganizowanie dwóch afrykańskich wyjazdów
  • ze wszystkich tekstów które pokazały się na blogu!
  • z ciągłego poznawania siebie
  • z moich dwóch radiowych i jednego telewizyjnego wywiadu. Nieskromnie myślę, że wyszły naprawdę całkiem dobrze!
obrona we Francji jest strasznie dziwna, bez patosu i polotu jednak zdjęcie przed szkołą po „aaaaa jestem magistrem” musiało się odbyć

Czego się nauczyłam?

Nie w każdej pracy możemy się zrealizować i nie każdy zrealizuje się w pracy. Ja trafiłam średnio i stanowisko jak i firma w której pokładałam duże nadzieje okazały się dużym… rozczarowaniem.

Nie każde miejsce które się odwiedza ma nam się podobać. Mamy absolutne prawo do tego, aby nam się nie podobało. Mamy prawo być rozczarowani. Najważniejsze to wynieść z tego jakąś lekcję.

Przed wyjazdem nie można oglądać za dużo zdjęć miejsca gdzie się wybieramy. To jest najprostsza droga do rozczarowania. Dajmy sobie szansę poznać miejsce naszymi oczami i nie gońmy za tymi znanymi z instagrama kadrami.

Życie w pojedynkę w obcym kraju jest naprawdę… smutne. Szczególnie kiedy macie niezwykły dar do urazów stóp i co chwila lądujecie o kulach. Chodzenie o kulach żyjąc w pojedynkę do najłatwiejszych nie należy. Możecie robić tylko tyle zakupów ile zmieści Wam się w plecaku, każde wyjście do sklepu przyprawia Was o nieskończoną frustrację bo jak macie za sobą ciągnąć koszyk? Stanie w kolejkach jest trudniejsze niż kiedykolwiek. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest chodzenie do supermarketów z wózkami i sprytne uwieszanie się na nich oraz slalom między ludźmi. Polecam także próbować kasować bilet w zatłoczonym o 8:00 tramwaju. Jedyny plus tej całej sytuacji to fakt, że jak już przejdziecie przez te wszystkie zasieki to może ktoś ustąpi Wam miejsca. Ach i najwygodniejszym środkiem transportu wtedy jest…rower. Przynajmniej siedzicie, a pedałować możecie w sumie jedną nogą. No dobra jest jeszcze jedna rzecz… raz „na kule” dostałam upgrade do business class’y w Brussels Airlines.

Istnieje coś takiego jak kryzys ćwierćwiecza i mimo, że zdiagnozowałam to najpierw u siebie, a potem u moich przyjaciół to okazało się, że „it’s a thing!”. Zasługuje to na osoby wpis, ale już jestem ciekawa czy sami się z tym spotkaliście.

wschód słońca na Burj Khalifa, spałyśmy 3 godziny, biegłyśmy na złamanie karku o 5 rano przez kilka kilometrów ale BYŁO WARTO

Ulubione w 2018

Ulubiona książka: Jeden z nas: opowieść o Norwegii. Åsne Seierstad
Ulubione linie lotnicze: Oman Air oraz Brussels Airlines
Ulubione jedzenie: nadal pierogi ruskie i mrożona pizza
Ulubiony język którego nauczyłam się tylko trochę: hiszpański
Ulubiony serial: niezmiennie The Crown
Ulubiony gadżet podróżniczy: torebki strunowe
Ulubione lotnisko: Oman, Muscat Airport
Ulubiona plaża: Le Morne, Mauritius
Ulubione konto na instagramie: @annacomehome
Ulubiony drink: od lat czerwone, wytrawne Cabernet Sauvignion
Ulubiony musical: Hamilton (bezapelacyjnie odkrycie tego roku, mój telefon puszczał to tyle razy, że już ma dosyć)
Ulubiony ciuch: granatowa, nieśmiertelna spódnica z COS (notorycznie na moim insta i blogu)
Ulubiona herbata: Chai Tea z Marks&Spencer

to ten moment kiedy wypiłam najlepsze Masala tea na organicznej farmie

Czego chcę robić więcej?

  • więcej publikować rzeczy nieidealnych, jestem straszną perfekcjonistką i u mnie nieidealne rzeczy po prostu nie przechodzą dlatego nad jednym tekstem czy filmem spędzam STRASZNIE dużo rzeczy
  • więcej biegać
  • więcej spędzać czasu z przyjaciółmi i bliskimi mi ludźmi (nawet jak mieszkamy w zupełnie innych miejscach)
  • więcej tworzyć!

Czego mam dosyć?

  • niedoceniania się
  • perfekcjonizmu
  • tego, że ludzie za łatwo wpływają na moje samopoczucie
  • obierania sobie zbyt ambitnych celów
  • porównywania się do innych
mój ukochany Ocean Atlantycki

Jakich nowych rzeczy chcę spróbować?

  • chcę znaleźć pracę!
  • mieszkania w nowym kraju i ułożenia sobie tam życia (przynajmniej na dłużej niż 12 miesięcy)
  • chcę nadal przebiec ten półmaraton!
  • chcę kupić sobie mebel i zawiesić na ścianie mapę ( w swoim własnym pokoju gdzieś na końcu świata).

Ten rok nie był łatwy, był dla mnie cholernie trudny. Te wszystkie cudowne rzeczy naprawdę się zdarzyły, ale oprócz nich było całe morze, a raczej mętny staw zawodów, rozczarowań, niespełnionych ambicji i problemów zdrowotnych. Współczesny świat stwarza nam obecnie niezliczone możliwości. Możemy jeździć po całym świecie, mieszkać gdziekolwiek, kumplować się z ludźmi z drugiego końca świata. Możemy być lekarzem, astronautą albo podawać kawę w hipsterskim gastropunkcie. Mi jest nadal ciężko wybrać kim chce być. Jednak czy naprawdę trzeba wybierać, czy lepiej poddać się nurtowi życia? W 2019 zamierzam się dowiedzieć. Życzcie mi szczęścia :)! Może za rok przy podsumowaniu roku znajdę receptę na kryzys ćwierćwiecza?

Zajrzyj na