Co spakować do Afryki? Bilety kupione, podróż zaplanowana, ale co zabrać na wmarzoną podróż na czarny ląd? To pytanie zadawałam sobie nie raz latając po całym domu i wyszukując wszystkie potencjalnie potrzebne rzeczy. Czytałam masę postów na blogach i obejrzałam pół youtube’a! Wyciągnęłam esencję i przetestowałam na własnej skórze, dzisiaj przychodzę do was z wioskami.

co zabrać do Afryki

Co zabrać do Afryki?

To zależy! Ania, od czego zależy co zabrać do Afryki? A więc moi mili, od wszystkiego. Od tego na ile jedziecie, jak zamierzacie podróżować, czy bierzecie plecak czy walizkę, czy wybieracie wakacje w resorcie czy samotne szwendanie się po północnej Tanzanii. Ja byłam na ponad 3 tygodnie w Kenii i Tanzanii z przystankami w Dubaju i Omanie. Jeździłyśmy miejscowymi autobusami i innymi dziwnymi środkami transportu. Jednym słowem, miałyśmy na swoich plecach cały swój dobytek i nie zamierzałyśmy się nikim z nim dzielić. To wymusiło na nas kilka strategicznych decyzji przy pakowaniu. Jeśli jednak jedziecie w mniej ekstremalne warunki wierzę, że znajdziecie tutaj także coś dla siebie, na przykład odpowiedź na to jak umknąć oparzeniom słonecznym w równikowej Afryce.

Co zabrać do Afryki?
dumne i zmęczone po powrocie do Krakowa, ja z 20kg na plecach

Jaki plecak do Afryki, czyli nasz system pakowania

Nasz podstawowy zestaw składał się z trzech komponentów: dużego plecaka, plecaka podręcznego oraz nerki.

Plecak duży: ja wybrałam 65 litrowy plecak marki Peme. Jest to stosunkowo mało znana firma, jednak została mi polecona przez mojego kolegę i po porównaniu ofert innych producentów ten niebieski plecak skradł mi serce. Kupiłam go za 200 złotych i jest to chyba najwygodniejszy plecak w którym mieści się 20 kg rzeczy i nadal jesteście go w stanie w miarę komfortowo nosić.

Plecak mały: u mnie to od wielu lat niezniszczalny 16 litrowy Kanken. Ten plecak przeszedł ze mną już wiele, został uprany w pralce zbyt wiele razy i nie wygląda już ani trochę elegancko. Nie szkoda było mi go wziąć w afrykański brud i wycierać po lotniskach przez pół świata. Nie wiem czy jest osoba, która jest mi w stanie wybić miłość do tych plecaków z głowy, ale póki co uważam, że są to zdecydowanie najwygodniejsze plecaki podręczne gdzie mieści się absolutnie wszystko. Sprawdzał się idealnie na loty samolotem, dzienne zwiedzanie, zakupy czy zapakowanie najpotrzebniejszych rzeczy na 10 godzinną podróż autobusem. Dodatkowo jest niesamowicie lekki i w razie potrzeby można było go po prostu schować w dużym plecaku.

Nerka: zapewnia bezpieczeństwo naszych dokumentów a także pieniędzy czy kart. Cieniutka nerka włożona pod spodnie idealnie chowa paszport czy gotówkę i nie musicie martwić się o to czy ktoś właśnie nie grzebie Wam w plecaku. Ja miałam dwie – jedną taką pod ubranie z Decathlonu za 29 zł. Drugą z Auchan za jakieś 10 zł, jest większa jednak sprawdzała się idealnie na miejsce do trzymania telefonu czy drobnych na wierzchu podczas zwiedzania czy podczas bezplecakowych spacerów. Tak, chodziłam z debilną turystyczną nerką na wierzchu po mieście. Ale było wygodnie.

Naprawdę miałaś 20 kg w plecaku?

Kiedy wracałyśmy naprawdę miałam na plecach 1/3 siebie i za każdym razem kiedy musiałam ponosić trochę plecak było to niezłe ćwiczenie. Każdy kto to pewnie czyta i kiedyś przeszedł z plecakiem więcej niż po mieszkaniu łapie się za głowę. Ja nie staję w instagramowym konkursie dumnych i bladych „zwiedzę cały świat z 6kg na placach” więc moje plecy – ja się nadźwigam.

Na samym początku mój plecak ważył około 14 kilo, jednak były tam prezenty w szklanych butelkach dla naszych znajomych więc powiedzmy po ich odliczeniu mój plecak ważył około 12 kg. Jednak już od Kenii pamiątki i inne herbatki, kawki i magnesiki zaczęły się zbierać. Samego sprzętu i ciuchów miałam może te 10-12 kg, a przy powrocie okazało się, że prawie drugie tyle mam właśnie z nabytych na miejscu afrykańskich cudów. Ale nie ciąży mi to jakoś szczególnie na mojej podróżniczej dumie. W końcu po to wzięłam ten 65 litrowy plecak, a nie mniejszy 40 litrowy. Nie żałuję, jednak piszę ten akapit zdecydowanie ku przestrodze dla waszych pleców kiedy kupicie kolejne pół kilo tanzańskiej kawy.

Co zabrać do Afryki?
mały plecak w akcji pod domem Karen Blixen

Co zabrać do Afryki – konkrety

Przejdźmy do konkretów, co jak i dlaczego znalazło się w moim plecaku. Czy się przydało i czy zabrałabym to na miesięczną podróż jeszcze raz?

Dokumenty

Sprawa niby prosta i oczywista, ale sama niemal zupełnie zapomniałam o zaaplikowaniu o kenijską wizę i robiłam to 20 minut przed wyjazdem na lotnisko. Potem z wizą tylko było dużo stresu, więc jeśli chodzi o wizy to zaaplikujcie te kilka dni wcześniej i dokładnie przeczytajcie wszystkie procedury.

  • Paszport – do większości miejsc poza Europą nasz paszport musi być ważny na conajmniej 6 miesięcy dłużej niż moment w którym przebywamy w danym państwie. Jeśli nie spełnia tego wymagania, nie musicie ale możecie mieć problemy na lotniskach, granicach i przy wyrabianiu wiz. Sprawa jest prosta, jeśli jest szansa, że będziecie mieli taką sytuację po prostu zróbcie sobie nowy paszport jak najszybciej.
  • Książeczka szczepień – tak zwana żółta książeczka, z wpisanym szczepieniem na żółtą febrę będzie Wam potrzebna jeśli zamierzacie przekraczać granice na których sprawdzane jest szczepienie na żółtą febrę (w naszym przypadku była to granica kenijsko tanzańska).
  • Wydrukowane potwierdzenia przyznania wiz – tak jak już ostrzegałam we wstępie, najlepiej zaaplikować o wizę online kilka dni wcześniej, tak abyście mieli ją przyznaną jeszcze w domu kiedy na spokojnie możecie wydrukować sobie potwierdzenie z systemu. Oszczędzi Wam to masę stresu na granicy, takiego jakiego ja przeżywałam na granicy kenijskiej.
  • Ubezpieczenie – w naszym wypadku zdecydowałyśmy się na EURO 26 i miałyśmy ze sobą zarówno kartę jak i wydrukowaną polisę ubezpieczeniową.
  • Karty bankomatowe – my korzystałyśmy tylko z karty Revolut, którą płaciłyśmy praktycznie zawsze i wszędzie, a także za jej pomocą wypłacałyśmy pieniądze z bankomatu. W zapasie każda z nas miała dodatkową kartę do swojego konta.
  • Pieniądze – w naszym przypadku dolary amerykańskie w małych nominałach wydane po 2006 roku. Warto rozdzielić gotówkę na kilka części i ukryć w wiadomych tylko dla nas miejscach.
  • Wydrukowane karty pokładowe oraz potwierdzenia rezerwacji samolotu a także noclegów. Prawie na każdej granicy musiałyśmy pokazywać nasz plan podróży, więc warto mieć to wydrukowanego w kilku kopiach.
  • Ksero paszportu i innych ważnych dokumentów
  • Plastikowa, twarda koszulka na dokumenty – do kupienia w każdym sklepie papierniczym, supermarkecie albo Tigerze. Mój nieodłączny partner podróży i sposób, aby te wszystkie wymienione wcześniej papiery przetrwały prawie wszystko.

Sprzęt

Sprzęt to kategoria typu studnia bez dna. Zawsze możemy znaleźć jeszcze coś do wzięcia co może się przydać. Problem jest tylko wtedy jak tych „przydasiów” mamy za dużo i tylko ciążą nam na plecach, a szkoda nam wyrzucić bo przecież się może przydać.
Podzieliłam to co miałam na zupełnie subiektywne kategorie przydatności. Jednak warto rozważyć przydatność konkretnych rzeczy samemu ponieważ ja cenię sobie czyste i bezpieczne spanie, co nie koniecznie jest wartością uniwersalną.

Absolutnie niezbędne:

  • Śpiwór – jeśli zamierzacie nocować w nieco podejrzanych miejscach za 5 dolarów, zdecydowanie polecam. Nie zawsze dostaniecie taką pościel o jakiej marzycie, a często na jednym łóżku jest tylko jeden koc czy kołdra i trzeba się dzielić. W takich wypadkach śpiwór jest niezastąpiony. Dodatkowo sprawdzi się idealnie jako okrycie podczas długich, nocnych przesiadek na lotniskach. Wiele osób na backpacking w Azji poleca tylko bawełniany wkład do śpiwora, który jest mniejszy i sprawdza się bardzo podobnie. Ja póki co zostaje przy swoim wysłużonym małym, ważącym 1 kg śpiworze, który kilka razy uchronił mnie przed strasznym zimnem. Moskitiera – nie jestem jedną z tych osób które panicznie bały się malarii, jednak moskitiera zapewnia ten komfort psychiczny, że żaden pająk, komar, ani mrówka nie oblezą Cię podczas snu. Moskitiery często są na wyposażeniu pokoi, jednak często są dziurawe.
  • Ręczniki – tutaj stawiam na dwa egzemplarze, jeden szybkoschnący, jeden zwykły a cienki. Niestety te szybkoschnące są też szybkośmierdzące. Tutaj podobnie jak wcześniej, często możemy trafić na ręczniki w miejscu gdzie nocujemy, ale jednak jeśli mam sobie pozostawić jakiś komfort to pozostawiam luksus wytarcia się w miarę czystym ręcznikiem
  • Okulary przeciwsłoneczne – zabrałam dwie pary, praktycznie cały czas nosiłam „te brzydkie z dobrym filtrem”, bez okularów zginiecie, więc nie zastanawiałabym się dwa razy.
  • Długopis
  • Sznurek – przydał się nie raz do wieszania prania albo mocowania moskitiery
  • Woreczki strunowe w różnych rozmiarach oraz worki próżniowe – bez nich chyba bym zginęła, pakowałam w woreczki strunowe dosłownie wszystko, a w szczególności jedzenie, elektronikę czy kosmetyki. Bez worków próżniowych w moim plecaku panowałby wieczny bajzel.
  • Proszek do prania – bez tego chyba nie wyobrażam sobie tego wyjazdu, każde z moich ubrań było noszone kilkakrotnie i de facto po każdy założeniu nadawało się tylko do prania bo w Afryce na ulicach jest głownie kurz.

Przydatne, ale nie niezbędne:

  • Latarka czołówka – przydała mi się kilka razy, jednak bez niej także dacie radę. Obecnie najszybciej jest jednak włączyć latarkę w telefonie. Latarka najbardziej przydała mi się podczas nocnych wypraw na plażę, jednak nie polecam tego robić jeśli nie jesteście w odpowiedniej obstawie 🙂
  • Zestaw plastikowych sztućców – możecie je zawinąć z samolotu po posiłku, albo wziąć kilka z tych które macie w domu. Przydają się kiedy jecie w lokalnych garkuchniach gdzie jada się właściwie tylko i wyłącznie własnymi rękami.
  • Igła z nitką + agrafka
  • Mały kocyk – idealny przy długich lotach samolotem, przejazdach autobusem lub gdy po prostu marzniecie. Jeśli nie chcemy się nim nakrywać idealnie sprawdza się jako poduszka.
  • Poszewka na poduszkę – nie trzeba brać ze sobą zawsze dużej poduszki podróżnej, albo tej niewygodnej dmuchanej. Poszewka w którą wkładacie bluzę, albo cokolwiek innego jest idealną alternatywą.
  • Maska na oczy – moim ulubionym modelem jest ten z Rossmana z zakładką na nos, nie wyobrażam sobie spać w środkach komunikacji bez niej. null

Do rozpatrzenia:

  • Maska z rurką do pływania – ja wzięłam swoją i nosiłam ją przez pół świata na plecach żeby popływać w niej dosłownie RAZ. Było mi bardzo przyjemnie pływać we własnej, a nie pożyczonej i nie wiadomo czy umytej ale czy było warto ciągać ją przez tyle kilometrów?
  • Wodoodporne etui na telefon – niesamowicie przydało mi się na zanzibarskiej plaży, gdyż dzięki temu słona woda nie powchodziła mi w głośnik podczas czytania ebooka.
Co zabrać do Afryki?
wiecznie w tych samych szortach i tej samej koszuli, tutaj na Irente Point w Lushoto

Technologie:

  • telefon komórkowy oraz ładowarka
  • kilka naładowanych powerbanków – miałam 3 i nie żałuję wzięcia ani jednego, czasem po prostu nie było jak naładować telefonu, albo powerbanka
  • aparat + ładowarka + karty do aparatu + baterie
  • słuchawki – najlepiej 2 pary, opcjonalnie rozgałęziacz do słuchawek jeśli jedziecie w 2 osob
  • statyw do telefonu/selfie stick – ja mam Huawei i jestem z niego niesamowicie zadowolona
  • adapter do gniazdka – w Afryce wschodniej w większości są gniazdka takie jak w Wielkiej Brytanii, warto jeszcze w Polsce kupić za kilka złotych adapter (na lotniskach są drogie)
  • rozgałęziacz do gniazdka – to chyba najbardziej nadużywana przez nas rzeczy i totalny hit, kosztuje kilka złotych a często uratowało nas kiedy w pokoju było tylko jedno gniazdko.

Ubrania

Na początek pięć ubraniowych przykazań:

  1. Ciuchów zawsze zabierze się za…dużo. Jednak niech Was nie zwiedzie, że jeśli jedziecie do Afryki to nie musicie brać ciepłych ubrań i kurtek przeciwdeszczowych. Nie mogę powiedzieć, że jakoś przemarzłam na kość, ale gdybym nie miała całego arsenału ciepłych rzeczy na pewno wróciłabym z czymś więcej niż odwodnieniem.
  2. Z drugiej strony dostawałam całkiem dużo pytań o to jak udało mi się zachować „afrykański styl” czy powiedzmy sobie szczerze jakikolwiek „styl” który nie byłby „na nachalnego turystę” albo lumpa. Moja tajemnica jest jedna: brałam wszystkie ciuchy które do siebie wzajemnie pasowały. Dodatkowo podczas pakowania, a wcześniej zakupów zwracałam uwagę na to, żeby były powiedzmy w kolorach ziemi. Nie wiem o co chodzi, ale jedne szorty z wysokim stanem w beżu oraz ziemista koszula umieją zdziałać cuda co do „afrykańskiego stylu”.
  3. Jakie ubrania zabrać? Te nie najlepsze i te nie najdroższe, te w których dobrze się czujecie i jeśli coś się z nimi stanie nie będziecie płakać. Ja kilka tygodni przed wyjazdem odwiedziłam kilka razy lumpeksy, zaopatrzyłam się w rzeczone „afrykańskie” szorty za 5 złotych i trzy lekkie bluzki z długim rękawem. W TK Maxx wygrzebałam długi kombinezon z wiskozy za 10 zł, na strychu moja mama znalazła długą sukienkę którą kiedyś w podobnych okolicznościach kupiła za 5.
  4. Jakie materiały wybrać? Są dwie szkoły: szkoła pierwsza – tylko oddychające, sportowe materiały i druga – tylko wiskoza i bawełna. Ja jestem członkiem tej drugiej, tej od bawełny która schnie trochę dłużej i magicznej wiskozy która nigdy mnie nie zawodzi. Okej, może nie jest to najbardziej sympatyczne w praniu, ale zawsze utrzymuję, że szybkoschnące to szybkośmierdzące.
  5. Proszek do prania wymieniony w poprzedniej kategorii zostanie waszym najlepszym przyjacielem, nie ma się co łudzić. Często spodnie czy bluzka po jednym założeniu będą brudne od kurzu jak przysłowiowa „święta ziemia”, a jeśli jesteście tak jak ja wyczuleni na takie sprawy jak chodzenie w brudnych rzeczach wykończycie się psychicznie. Ale bez przesady, niech nie przyjdzie Wam do głowy branie płynu do płukania, bez przesady będziecie w Afryce.

Ubrania absolutnie niezbędne:

  • bielizna w postaci majtek x4 – częste pranie podstawą czystej bielizny
  • skarpetki x4 oraz jedne cieplejsze
  • kostium kąpielowy
  • staniki (jeden sportowy, jeden miękki, jeden ten od kostiumu kąpielowego)
  • długie czarne legginsy
  • długie lekkie spodnie typu „temple pants” moje akurat były od piżamy
  • szorty x2
  • koszulki z krótkim rękawem x4
  • lekkie bluzki z długim rękawem x
  • szorty i koszulka do spania
  • lekka koszula z długim rękawem
  • ciepła, uniwersalna bluza

Co można wziąć, bo u mnie się przydało?

  • grubsze legginsy do trekingu
  • jedna oddychająca koszulka do trekkingu
  • pareo, idealne do zawinięcia się na plażę a także jako kocyk czy chusta w każdej innej sytuacji
  • kurtka puchówka, mała składana do kieszeni – jest lekka i nie zajmuje dużo miejsca, a przyda się szczególnie w samolotach a także po powrocie na zimne lotniska
  • kurtka przeciwdeszczowa, mała składana do kieszeni – przydała nam się ponieważ nieoczekiwanie zastała nas pora deszczowa
  • dwie długie sukienki i jeden długi kombinezon – wzięłam szczególnie mając w pamięci, że będziemy w Dubaju i Omanie gdzie według mnie nie wypadało chodzić w krótkich spodenkach, a długie lekkie sukienki czy kombinezon chroni także przed słońcem. Często nosiłam pod spód lekką bluzkę z długim rękawem aby zabezpieczyć ramiona przed słońcem.

O czym się zapomina?

  • czapka z daszkiem
  • okulary przeciwsłoneczne (po raz kolejny)
  • lekki szalik/chusta okrywa przed słońcem, zimnem, a także pomaga się okryć (kiedy potrzeba)w krajach muzułmańskich.

Buty

  • wytrzymałe i wygodne sandały trekkingowe
  • pełne buty za kostkę
  • buty do wody

Krótka lista? Zamiast klapek pod prysznic używałam sandałów, moje marki Source idealnie się do tego nadają. Wzięłam ze sobą jeszcze jedną parę lekkich adidasów, ale użyłam ich dosłownie jeden raz i de facto przed większość czasu tylko zajmowały miejsce w plecaku.
Pełne buty trekingowe to według mnie absolutny „must have” w Afryce. Po pierwsze chronią nasze stopy przed chorobami, zakażeniami, skaleczeniami i pchłami pustynnymi. Po drugie usztywniają nasze kostki, aby trochę mniej się skręcały. Po trzecie nadają się w każde warunki pogodowe od błota, ulewy aż po upał. Po czwarte wygodne buty trekingowe po prostu umożliwią Wam długie chodzenie bez dyskomfortu.

Co zabrać do Afryki?
ten jeden raz kiedy miałam na sobie adidasy

Kosmetyki:

Ja kosmetyki zauczyłam się przewozić zawsze w szczelnie zamkniętych torebkach strunowych. Jeśli coś nam się wyleje, bez problemu to posprzątamy, a także nie mamy kosmetyczki która swoim kształtem blokuje nam miejsce w plecaku. Sami układamy kosmetyki tak jak chcemy, wciskając je w każdą wolną dziurę. Szampon czy odżywkę pakuję w małe 100 ml opakowania.

  • mydło w kostce (zamiast żelu, chyba nigdy się nie kończy)
  • szampon do włosów
  • odżywka do włosów
  • dezodorant w sztyfcie
  • pasta do zębów + szczoteczka
  • szczotka do włosów
  • krem z filtrem do ciała SPF 50
  • krem bb do twarzy z filtrem 50 +
  • puder do twarzy
  • tusz do rzęs
  • balsam do ust
  • żel do dezynfekcji rąk
  • wilgotne chusteczki do rąk
  • chusteczki do nosa
  • nożyczki do paznokci
  • soczewki kontaktowe + płyny
  • zapas tamponów lub podpasek

Apteczka

Leki to coś bez czegoś się nie ruszam na dłuższe wyjazdy. Plastry, leki i elektrolity zawsze znajdują się w moim bagażu. Jeśli macie wziąć tylko jedną rzecz do Afryki jeśli chodzi o leki to weźcie elektrolity i to nie jedno opakowanie. Odwodnienie to coś czego można się nabawić w Afryce niezwykle łatwo i de facto nie wiadomo kiedy. Ja niestety to przeżyłam i nie polecam, szczególnie jeśli macie w perspektywie kolejne 48 godzin na lotniskach i w samolotach.

  • elektrolity
  • tabletki na gardło
  • bandaż elestyczny
  • plastry
  • woda utleniona
  • witamina
  • leki na sensacje żołądkow
  • leki na alergię np. Claritine
  • aspiryna
  • wapno
  • leki przeciwbólowe (jeśli macie bolesne miesiączki tym bardziej i tym więcej)
  • maść z antybiotykiem na skaleczenia
  • ja zawsze wożę ze sobą jedno opakowanie antybiotyku, w razie ostrej choroby.
  • maść tygrysia (kupiona w Omanie) na bóle głowy i ugryzienia komarów
Co zabrać do Afryki?
typowe łączenie bluzki z długim rękawem z kombinezonem na ramiączkach, niezastąpione przy pełnym słońcu

Jak chronić się przed komarami w Afryce?

Na to nie ma jednej metody, niektórzy opsikują się od stóp do głów Muggą, inni biorą już przed wyjazdem na Malarię. Ja przez cały wyjazd zostałam pogryziona tylko przez trzy komary i to na Zanzibarze. Może miałam szczęście, może rzeczywiście nie ma tam zbyt wielu komarów a lekarze malarią „straszą”. Nie mnie to oceniać, jednak przezorny zawsze ubezpieczony więc i ja chroniłam się przed tymi irytującymi owadami. Zdecydowałam się nie przyjmować tabletek na malarię, ani przed ani w trakcie wyjazdu. Jednak spałam pod moskitierą i jeśli była taka potrzeba smarowałam się repelentem na komary. W naszym przypadku była to Mugga 50%, jednak użyłam jej dosłownie 3 razy. Na pewno nie zaszkodzą także dłuższe spodnie wieczorami.

Co zabrać do Afryki? Na backpacking w Afryce należy przede wszystkim pakować się z głową i dostosować zawartość plecaka do własnych potrzeb. Może wzięłam trochę za dużo rzeczy i jakimś cudem mój plecak ważył pod koniec 20 kg. Jednak czy będziecie się chwalić na instagramie, ze wasz plecak na dwa miesiące waży tylko 7 kilo, czy narzekać, że 20 kg to pamiętajcie, że to są wasze plecy, wasze plecaki, wasze podróże i wasze wspomnienia. Powodzenia!